Beztroska dziś czy życie jutro?

Niektórzy pacjenci nie chcą wysłuchiwać „kazań”, a tym bardziej płacić za nie rachunków – zwłaszcza gdy to, co mówi lekarz, nie jest przyjemne. Może trudno w to uwierzyć, ale taki pacjent woli, żeby lekarz traktował go rutynowo i ograniczał się do oceny wyników badań oraz wypisania recepty. Nie cierpi zrzędzenia o diecie, gimnastyce, poziomie cholesterolu, sprawności fizycznej, alkoholu i papierosach. Rozumuje tak: sam o tym wszystkim wiem i sam podejmę decyzję, od kiedy – jeśli w ogóle – zacznę takich rygorów przestrzegać. Są więc pacjenci, którzy po prostu nie życzą sobie, żeby ich lekarz strofował, w dodatku za ich własne pieniądze.

Kiedyś słyszałem u fryzjera, jak „golony” opowiadał ’’strzyżonemu” o swojej ostatniej wizycie u lekarza. „Ten doktor ma fioła na punkcie zdrowia. Poszedłem do niego, żeby mi zmierzył ciśnienie, a on wygłosił długi wykład na temat mojej nadwagi, diety i unikania stresów. Nie po to do niego poszedłem. Chciałem tylko, żeby mi zmierzył ciśnienie i przepisał tabletki. Spędziłem u niego 25 minut zamiast pięciu i policzył mi za każdą sekundę. Tacy lekarze nieźle zarabiają na pacjentach.” Podejrzewam, że tak naprawdę temu człowiekowi nie chodziło o pieniądze, a raczej gnębiła go świadomość, iż nie potrafi zmusić się do prze-strzegania zaleceń lekarza. I tu dochodzimy do sedna skutecznej profilaktyki – dziś cię weźmie w ryzy, ale jutro może uratować ci życie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie