Friedman

Uczciwie mówiąc, kardiolodzy, a wśród nich i ja, nigdy nie zanegowali tej teorii. Jednak w zasadzie się z nią zgadzając, w ciągu tych wielu lat od jej sformułowania nie skwitowali jej niczym więcej poza paroma czczymi słowy. Po prawdzie siła naszej perswazji załamuje się nierzadko przy próbach nakłonienia pacjentów do rzeczy o wiele łatwiejszych do osiągnięcia niż zmiana osobowości. Jest wystarczająco trudno namówić ich na rzucenie palenia, systematyczne przyjmowanie leków obniżających ciśnienie i innych, zmniejszenie wagi ciała, odpowiednią dietę. Nie wszyscy zresztą lekarze zgadzają się z teorią Rosenmana i Friedmana. Inni badacze nie potwierdzili jej, a nawet uważają, że ją obalili.

Friedman, podobnie jak Pauling od witaminy C, nie zrażał się jednak tak łatwo. W połowie 1984 roku poinformował o dodatkowych odkryciach, które znacznie wzmocniły jego argumenty. Otrzymawszy dotację od Narodowego Instytutu Chorób Serca, Płuc i Krwi monitorował, wraz ze swoimi współpracownikami, stan kliniczny około dziewięciuset mężczyzn o osobowości typu A, którzy przeżyli zawał serca. Podzielono ich na dwie grupy. Pierwsza została objęta normalną w takich razach opieką – regularne badania lekarskie i eliminowanie tradycyjnych czynników ryzyka. Pacjenci z drugiej grupy pozostawali dodatkowo pod opieką psychologów. Kiedy po trzech latach ponownie oceniono obydwie grupy, rezultaty były statystycznie imponujące.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie