Indywidualny cykl wypróżnień

Kiedy wszedłem na salę, pacjentka drzemała. Nie chciałem jej budzić, spraw-dziłem więc tylko wyświetlone na monitorze wskaźniki – rytm serca, ciśnienie krwi oraz elektrokardiogram. Wszystko było w porządku. Kiedy już miałem odejść, pacjentka poruszyła się, otworzyła oczy, spojrzała na mnie, uśmiechnęła się i powiedziała. „Tak się cieszę, że pana widzę. Miałam nadzieję, że pan przyjdzie. Źle ze mną”.

„Ależ nie” – odpowiedziałem. „Wyzdrowieje pani. Proszę się nie przejmować tymi wszystkimi przewodami i aparaturą. To na wszelki wypadek. Wszyscy są tu tak „uzbrojeni”.

„Nie przejmuję się nimi. Nie sądzę, żeby z moim sercem było tak źle. Martwi mnie, że nie miałam wypróżnienia prawie przez dwa i pół dnia”.

Nie wiem, jak doszliśmy do tego, by aż tak wielką wagę przywiązywać do codziennych wypróżnień. Być może ciągle jeszcze pokutuje wśród nas stary przesąd o „samozatruciu jelitowym”. Pamiętam z dzieciństwa, jak matka mówiła mi, że jeżeli nie zrobię kupki we właściwym czasie, mój organizm będzie nią zatruwany. Podejrzewam, że większość osób nadal w to wierzy. A to przecież nonsens. W rzeczywistości, każdy ma swój indywidualny cykl wypróżnień. U jednych są to trzy stolce dziennie, u innych – trzy tygodniowo. I jedno, i drugie jest normalne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie