Nieromantyczna podróż statkiem

<p>Kto nie marzy o wspaniałym, długim, romantycznym rejsie i wylądowaniu na egzotycznej wyspie? Jednak to marzenie może obrócić się w koszmar z powodu choroby morskiej. Piękne widoki, wspaniałe jedzenie, bale i inne rozrywki, a nawet okazj a do romantycznej przygody na statku tracą swą atrakcyjność wobec długich godzin i<!–more–> dni, podczas których nękają człowieka mdłości, nawet wymioty, bóle głowy i ogólnie fatalne samopoczucie.</p><p> Znam kilka osób, które przez długie lata zbierały pieniądze na taką wycieczkę i już w pierwszym porcie opuściły swój „okręt marzeń”, żeby wrócić do domu samolotem, nie zważając na poniesione koszty. Pozwolę sobie opowiedzieć o moich własnych doświadczeniach z morskiego rejsu, bo czegoś się nauczyłem, co może wam się przydać. Kocham morze i dlatego kilka lat temu, chcąc uciec od szarej codzienności, namówiłem żonę na dziesięciodniową podróż statkiem. Tak naprawdę sama wybrałaby zapewne pewny grunt pod nogami w postaci białej, piaszczystej plaży z widokiem na ocean. Wykupiliśmy bilety na rejs pięknym statkiem transatlantyckim o zgrabnej sylwetce. </p><p>W planie było zwiedzanie kilku egzotycznych portów na Karaibach i w Meksyku. Z góry cieszyliśmy się na odpoczynek, czytanie na pokładzie i kąpiele słoneczne – z dala od mroźnej, szarej zimy w Nowym Jorku. Zaprosiliśmy kilku przyjaciół na pożegnalne przyjęcie w kabinie, bezpośrednio przed wypłynięciem. Kiedy popijaliśmy szampana przegryzając wspaniałymi zakąskami z okrętowej kuchni – komentowanej z zazdrością przez naszych przyjaciół – moja żona wzięła mnie na stronę i spytała, czy nie przeszkadza mi kołysanie. (Przypominam, że statek był jeszcze przycumowany w porcie, mocno i solidnie.</p>

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie