Obudzić umarłego

<p>Czy ktoś wie, jak nazywa się choroba, której objawy są następujące: i) delikwent zupełnie nie zdaje sobie z niej sprawy i zwykle nie skarży się na żadne dolegliwości 2) cierpią za to jego bliscy 3) kiedy próbują – będąc na granicy wytrzymałości – uświadomić mu jego chorobę, traktuje to jak żart. Wszystko to odnosi się do osoby, która<!–more–> chrapie. Nigdy przedtem nie interesowałam się specjalnie, ani osobiście, ani zawodowo, problemem chrapania. Jako dziecko miałem, na szczęście, oddzielną sypialnię. Wprawdzie później miałem okazję obserwować przez dłuższy czas różne zachowania ludzi podczas snu, kiedy jako nastolatek byłem w wojsku i mieszkałem w koszarach z 50 czy 60 mężczyznami, ale – prawdę powiedziawszy – pod koniec każdego dnia byłem tak zmęczony, że zupełnie nie przejmowałem się odgłosami dookoła mnie.</p><p> Powiem jeszcze, że ożeniłem się z kobietą, która oprócz wielu innych zalet ma tę, że nie chrapie. Tak więc do niedawna nie. łamałem sobie głowy, dlaczego niektórzy ludzie chrapią, jak należy temu zapobiegać i czy ten „nawyk” nie może mieć jakichś negatywnych skutków, wykraczających poza sferę kontaktów międzyludzkich. I oto zdarzyło się, że zostałem wezwany do pacjenta, który wynajął dom na Karaibach i tam zachorował. Przyjechałem około 14.00, zbadałem go, przep-rowadziłem konsultację z miejscowym lekarzem i o 16.00 miałem za sobą swoje powinności lekarskie. Popływałem więc trochę, wypiłem drinka z rumem, a potem spacerowałem po przepięknej, piaszczystej plaży. Tego wieczoru przy kolacji było nas czworo: mój pacjent, jego żona, gość, który przyjechał wcześniej tego samego dnia, i ja</p>

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie