Odmrożenie i udar cieplny – o hipo- i hipertermii

<p>Kiedy mowa o odmrożeniach, większość ludzi wyobraża sobie alpinistów zagubionych w górach, rannych narciarzy lub niedobitków katastrofy samoloto-wej leżących w głębokim śniegu, w przenikliwym zimnie, w jakimś odległym górskim regionie. Media utrwalają stereotypową wizję przyjacielskiego psa św. Bernarda z beczułką<!–more–> brandy wiszącą na szyi, który jako pierwszy ratownik pojawia się na miejscu zdarzenia. Ale w realnym świecie odmrożeń i hipotermii (zagrażające życiu oziębienie ciała) ludzie przemarzają w okolicznościach dużo mniej egzotycznych i dramatycznych, w każdym miejscu bowiem i sytuacji działanie zimna może spowodować bądź odmrożenie szczególnie narażonej części ciała, jak nos, stopy lub dłonie, bądź upośledzenie wszystkich funkcji organizmu. Wiele lat temu, kiedy odbywałem praktykę szpitalną, stażyści przez pierwszy rok po studiach byli kierowani do pełnienia dyżurów w pogotowiu. Obecnie praca ta jest w USA wykonywana wyłącznie przez specjalnie przeszkolonych ludzi. Wówczas jednak, sam niepewny swych umiejętności, wyjeżdżałem do pacj enta w towarzystwie człowieka, który był wprawdzie starszy ode mnie, ale nie miał pojęcia o medycynie i udzielaniu pierwszej pomocy. Spoczywały na nim dwa obowiązki: prowadzenie karetki pogotowia i pomaganie w dźwiganiu noszy. W owych czasach nie woziliśmy sprzętu do reanimacji ani cudownych leków, tylko parę butli z tlenem, trochę środków przeciwbólowych i kilka szyn. Zawsze, kiedy siedziałem w karetce, spiesząc do celu, martwiłem się, i nie bez powodu, czy będę w stanie poradzić sobie z problemem, który na mnie czeka</p>

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie