Ograniczenie aktywności fizycznej pacjenta

Polecieli liniami Air France, „aby od razu przywołać francuskie wspomnienia”, nie spodziewając się, że w tej podróży może ich spotkać coś gorszego niż przytycie o parę kilogramów. A co się stało? Po sześciu dniach objadania się i picia Martin miał zawał serca. Dwa tygodnie spędził w szpitalu w Nicei i kilka dni po jego wyjściu stamtąd wrócili do domu.

Wkrótce potem przyszedł do mnie i przyniósł ze sobą wszystkie elektrokar- diogramy oraz wyniki badań laboratoryjnych wykonanych we Francji. Przyznał się jednak, że zanim trafił tam do lekarza, lekceważył przez kilka dni nawracające bóle i ucisk w klatce piersiowej. Stwierdziłem u niego znaczne uszkodzenie serca w wyniku przebytego zawału. (Normalnie po rozpoznaniu zawału serca robi się wszystko, aby zminimalizować uszkodzenie mięśnia sercowego, co w praktyce oznacza zmniejszenie wymagań wobec serca przez natychmiastowe ograniczenie aktywności fizycznej pacjenta, podawanie mu dodatkowo tlenu i odpowiednich leków. Martin zaś w tych dniach, kiedy tego wszystkkiego najbardziej potrzebował, jeszcze czuł się turystą. Trafił wreszcie do szpitala i zawał przeżył, ale uszkodzona część mięśnia sercowego była teraz bardzo cienka i wybrzuszała się przy każdym skurczu.)

Nie widziałem potem Martina przez cztery miesiące. Ciągle odkładał umawiane wizyty. „Czuję się dobrze. Los nade mną czuwa. Na pewno jestem bardzo silny, skoro przeżyłem ten zawał nie trafiając od razu w ręce lekarzy” – mówił. I oto któregoś dnia o szóstej rano odebrałem histeryczny telefon od jego żony. „Doktorze, nie mogę go obudzić. Myślę, że nie żyje”. Niestety, miała rację.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie