Opryszczka i półpasiec – wirusowi kuzyni

Pewnego dnia jeden z moich pacjentów, czterdziestoletni makler giełdowy, żonaty, cieszący się zwykle dobrym zdrowiem, wpadł podniecony do mojej poczekalni. „Muszę natychmiast widzieć się z doktorem!”- nalegał. Nie zadzwonił wcześniej, aby się umówić na wizytę, co jest praktykowane, z wyjątkiem nagłych przypadków. Moja sekretarka znała go jako statecznego, spokojnego, dobrze ułożonego człowieka, panującego nad swoimi emocjami. Takie demonstrowane publicznie zdenerwowanie było zupełnie nie w jego stylu.

„Doktor ma teraz pacjenta, który za parę minut powinien od niego wyjść. Ale jeśli pana coś boli albo ma pan coś z oddechem, mogę go zawołać”.

„Nie-powiedział. -To nie jest aż tak poważna sprawa, tylko bardzo pilna. Czy mogłaby mnie pani wcisnąć przed następnym pacjentem?”

Parę minut później wszedł do mojego gabinetu. Od razu przystąpił do rzeczy, bez zwykłych formalności. „Doktorze – powiedział – mam straszny kłopot. Parę tygodni temu pojechałem do Bostonu na seminarium w sprawie inwestycji. Blanche nie chciała ze mną jechać – za krótki pobyt, jak dla niej, poza tym nie lubi Bostonu. Nie będę owijał w bawełnę. Byłem sam w hotelu. Spotkanie się skończyło. Siedziałem w barze relaksując się przy drinku, kiedy ta dziewczyna się do mnie przysiadła. Była ładna, dobrze ubrana i z klasą. Zaczęliśmy rozmawiać. Mówiła, że przyjechała tylko na parę dni, że pracuje dla dużego domu towarowego, że jest kupcem czy kimś takim.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie