Pacjenci ćwiczący w kardiologicznych ośrodkach rehabilitacyjnych

Każdy może i powinien nauczyć się badać własne tętno. Nie nastręcza to żadnych trudności, kiedy można sobie spokojnie usiąść i bez pośpiechu wyszukać miejsce, gdzie wyczuwa się pulsowanie tętnicy. Problemy zaczynają się, gdy ma się za zadanie zmierzyć tętno podczas joggingu czy innych intensywnych ćwiczeń. Znalezienie pulsu, liczenie uderzeń, patrzenie na sekun-dnik bez przerywania ćwiczeń jest kłopotliwe, ale w wielu przypadkach taka informacja jest właściwie niezbędna. Osobom po zawale albo cierpiącym na dusznicę bolesną lekarz może zalecić specjalny program ćwiczeń – spacery, jazdę na rowerze, jogging, a nawet bieganie. Żeby ustalić wskazany czy bezpieczny stopień ich intensywności, na ogół sprawdza się możliwości pacjenta jednym ze standardowych testów wysiłkowych (zwykle jest to jazda na ergometrze rowerowym albo bieg po elektrycznie poruszanej bieżni). Uzyskuje się w ten sposób informację, przy jakim wysiłku pacjent osiąga granicę bezpiecznego dlań przyspieszenia tętna. Pacjenci ćwiczący w kardiologicznych ośrodkach rehabilitacyjnych (co polecam większości moich „sercowych” pacjentów na okres przynajmniej trzech do sześciu miesięcy) są bieżąco monitorowani i informowani, kiedy zbliżają się do swego granicznego tętna. Jeżeli ktoś ćwiczy poza takim ośrodkiem i jest zdany na siebie, może mieć trudności ze sprawdzaniem własnego tętna podczas ćwiczeń. Polecam więc kupienie sobie specjalnego urządzenia pomiarowego – zwykle są to mankiety na palec albo na przegub ręki. Aparaciki te bywają „kapryśne”, warto więc przy kupnie zastrzec sobie możliwość zwrotu po kilku dniach na wypadek, gdyby urządzenie było niewiarygodne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie