Podczas dalszej wspinaczki

Później dostałem mdłości. Oczywiście, powinienem był wtedy zatrzymać się, a przynajmniej zwolnić tempo, ale jak mogłem to zrobić, kiedy moja żona radośnie i bez wysiłku pokonywała wzgórze. Moje narzekania przywiodłyby tylko na pamięć te dziewięć lat różnicy wieku między nami. Podczas dalszej wspinaczki, która stała się dla mnie udręką, zabrakło mi tchu. Wtedy po prostu już musiałem zwolnić. Nagle żona, ładnie zaróżowiona i wyglądająca jak okaz zdrowia, spojrzała na mnie. „Co ci jest? Jesteś blady jak trup!” Nie ma nic gorszego z punktu widzenia psychologii niż usłyszeć, że wyglądasz równie źle, jak się czujesz. (Wyjąwszy sytuację, gdy czujesz się fatalnie, a ktoś ci mówi, że wyglądasz wspaniale.) Zacząłem się silnie pocić. Nie były to normalne, zdrowe poty, jak po intensywnym wysiłku fizycznym. Oblewał mnie nieprzyjemny, zimny i lepki pot. Przez parę minut odpoczywałem na werandzie bistra, a gdy przeszła mi zadyszka, powoli zaczęliśmy schodzić w stronę hotelu.

Ponieważ moja żona jest córką kardiologa i kardiologa poślubiła, pierwszym pytaniem, jakie mi zadała – gdy już leżałem w świeżej hotelowej pościeli – było, czy odczuwam bóle lub ucisk w klatce piersiowej. „Nie, nie czuję”, uspokoiłem ją (ale tak naprawdę spodziewałem się ich lada chwila). „Może to z głodu?” – zastanowiła się. „Jestem pewna! Założę się, że posiłek dobrze ci zrobi. Przez cały dzień nic nie jadłeś.” Zeszliśmy więc do jadalni, gdzie zjadłem cielęcinę z rusztu – lekkie danie, bez żadnego sosu. Nie poczułem się ani trochę lepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie