Przypadek Cynthii

Cynthia miała czterdzieści osiem lat i nie skarżyła się na zdrowie. Nigdy nie umawiałem się z nią na kolejne badania kontrolne, ale i tak przychodziła do mnie regularnie, zmuszając do tego samego męża. O niego się głównie martwiła, uważając go za kandydata do „kłopotów”, gdyż pracował ciężko, żył w napięciu, a wywiad rodzinny wskazywał na poważne zagrożenie chorobą serca. Przychodzili więc do mnie oboje co roku we wrześniu. Jakieś osiem lat temu, oglądając zdjęcie rentgenowskie Cynthii, odkryłem podejrzany cień w płucach, który okazał się nowotworem złośliwym. (Nawiasem mówiąc, Cyntha nie paliła.) Rak płuc ma na ogół złe rokowania i w momencie wykrycia przeważnie nie nadaje się już do leczenia. W tym jednak przypadku, chirurg usunął guz, nie stwierdzając zmian w reszcie płuc, a do tego nie stwierdzaliśmy żadnych oznak wskazujących na przerzuty do mózgu, wątroby czy kości.

Cynthia do dzisiaj żyje i czuje się dobrze. Została uratowana dzięki temu, że nowotwór został przypadkowo odkryty podczas badania kontrolnego. Jednak statystyki i komputery mówą, że rak płuc jest już prawie zawsze nieuleczalny, gdy zmiany uwidaczniają się na zdjęciu. Powstaje więc zasadnicze pytanie: po co zawracać sobie głowę badaniem rentgenowskim? Zdaniem statystyków i decydentów odpowiedzialnych za społeczne finanse, jest to oczywista strata pieniędzy, nie wspominając już o narażaniu łudzi na szkodliwe promieniowanie. Dla nich Cynthia to tylko wyjątek potwierdzający wynikającą ze statystyk regułę – człowiek, któremu „się udało”, zdarza się raz na ileś tysięcy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie