Trudno jest ocenić potrzebę i skuteczność operacji

Trudno jest ocenić potrzebę i skuteczność operacji, gdy trudny do przewidzenia jest rozwój choroby, a tak właśnie jest w przypadku wieńcówki. Pamiętam do tej pory jednego z moich pacjentów, który przyszedł do mnie w 1970 roku. Miał wówczas pięćdziesiąt lat i był już po dwóch zawałach serca. Właśnie przyjechał ze znanego centrum kardiologicznego, gdzie wykonano mu arteriogram wieńcowy (stosunkowo nowy zabieg w tamtych czasach). Ujawnił poważne zmiany we wszystkich trzech tętnicach wieńcowych. Wykryto również tętniak komory serca. Oznaczało to, że część mięśnia sercowego była martwa, niezdolna do skurczu, ale się niebezpiecznie wybrzuszała podczas każdego skurczu nie objętej chorobą reszty mięśnia. Zaplanowano operację bypassu, która musiała jednak zostać odłożona z powodu strajku pielęgniarek. Nie chcąc czekać z dala od domu na rezultat negocjacji, pacjent wrócił do Nowego Jorku. I wtedy przyszedł do mnie po dodatkową opinię. Należy pamiętać, że w 1970 było bardzo mało danych na temat długoterminowych skutków operacji bypassu tętnicy wieńcowej. Również ryzyko związane z samą operacją było znacznie większe niż obecnie. Z tych powodów, a także wobec całkowitego braku objawów, zasugerowałem odłożenie operacji na jakiś czas i dokonywanie oceny stanu zdrowia w regularnych odstępach czasu. W ciągu następnych szesnastu lat, przez które pozostawałem z nim w kontakcie, człowiek ten nie miał nawet jednego ataku dusznicy, nie dokuczała mu arytmia i nie dostał kolejnego zawału. Ciężko pracował, dużo podróżował, a nawet grał w tenisa w deblu. Gdyby wtedy został poddany operacji bypassu, jej byśmy przypisywali całą zasługę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie