Typ A, czyli o małżach na surowo i afrodyzjakach

<p>Dwudziestopięcioletnia Jane pracowała w przedszkolu, gdzie codziennie przez kilka godzin opiekowała się małymi dziećmi. Pewnego lata wyjechała ze swoim chłopcem na dwa tygodnie nad ocean, do Marylandu. Oboje uwielbiali plażę i przepadali za „owocami morza”. Wybrali się więc na połów małży w zatoce Chesapeake. <!–more–> Połów się udał. Zanieśli zdobycz do domu i urządzili sobie prawdziwą ucztę, zadbawszy także, by nie zabrakło im schłodzonego piwa. Wieczór uznali za udany pod każdym względem, czyniąc nawet obserwację, że surowe małże, podobnie jak ostrygi, rzeczywiście działają jak afrodyzjak. Jakieś trzy tygodnie później Jane źle się poczuła. Straciła właściwą sobie energię i apetyt. Nie miała nawet ochoty na papierosy (przedtem wypalała półtorej paczki dziennie). Jej chłopak, Ed, miał o czym myśleć. Był pewien, że przyczyną tych wszystkich objawów – uczucia zmęczenia, a zwłaszcza nudności, była ciąża, efekt owej namiętnej (również dzięki małżom) nocy nad morzem. Nie poruszał jednak tego tematu. W kilka dni później Jane zaczęła skarżyć się na bóle w stawach. Ed przypomniał sobie wówczas, że kiedyś wyczytał gdzieś, iż ciężarne kobiety nie chorują na zapalenie stawów i przestał się niepokoić ewentualnością ciąży (powiem wam, że niewiele wyniósł z tej lektury, bo problem jest bardziej złożony, ale nie o to tu chodzi). Sama J ane ani przez chwilę nie podej rzewała ciąży: pamiętała o zabezpieczeniu się nawet w przypływie największej namiętności. Kiedy Ed również stracił apetyt i zaczął lekko gorączkować, ostatecznie odrzucił domysły na temat ciąży u Jane i doszedł do wniosku, że oboje złapali jakąś infekcję wirusową.</p>

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie