Uaktywniony wirus

Większości ludzi termin „półpasiec” kojarzy się z łagodną chorobą wieku średniego lub starszego, której towarzyszy wysypka i nieco gorączki, przy czym jedno i drugie mija po paru dniach. I bardzo często rzeczywiście na tym się kończy. Jednak w znacznej ilości przypadków półpasiec jest wyniszczającą infekcją, przebiegającą z długotrwałymi bólami, od których nie ma ucieczki, powodującą u niektórych ślepotę i głuchotę, doprowadzającą ludzi tak cierpiących nawet do samobójstwa.

Nigdy nie zapomnę Johna R., siedemdziesięcioletniego maklera, który przedtem przez całe życie cieszył się dobrym zdrowiem. W pracy był aktywny i wydajny, przez całe lata nie opuścił ani jednego dnia. W czasie jednej z rutynowych corocznych wizyt zauważyłem u niego drżenie obydwu rąk, ale głównie prawej. Było ono najbardziej wyraźne, kiedy John po prostu siedział, kiedy natomiast zaczynał poruszać ręką – gdy, na przykład, brał w nią ołówek – prawie zanikało. Krótko mówiąc, było to „drżenie spoczynkowe” (w przeciwieństwie do „drżenia zamiarowego”, występującego przy ruchach celowych). Poza tym wygląd Johna wydawał mi się zmieniony od czasu jego ostatniej wizyty sprzed roku. Jego żywa i ruchliwa przedtem fizjonomia, teraz była prawie bez wyrazu. Te dwa objawy: drżenie i twarz nieruchoma niczym maska zwykle wiążą się z chorobą Parkinsona.

John zapytał mnie, jaka jest przyczyna tego drżenia i jak mu zaradzić. Zapew-niłem go, że prawdopodobnie odzwierciedla ono łagodną i niekoniecznie po-stępującą odmianę choroby Parkinsona. Działo się to wiele lat temu, zanim lewodopa i jej pochodne [Madopar, Nakom] stały się dostępne, przepisałem mu więc leki wówczas osiągalne. Obaj mogliśmy jedynie mieć nadzieję na pomyślny rozwój sprawy, ale stało się inaczej. Nie tylko drżenie nasiliło się, ale kończyny Johna stawały się stopniowo coraz sztywniejsze i zaczęły się trudności z chodzeniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie