W Jałcie i w Paryżu, czyli o krwotoku z nosa

<p>Krwotok z nosa bywa pourazowy – wszedłeś, na przykład, na przeszklone drzwi, dostałeś w nos piłką, przewróciłeś się na „równej drodze”. Chodzi mi tu jednak o krwotok samoistny. Otóż siedzisz sobie zajęty swoimi sprawami i nagle krew zaczyna ci bądź kapać, bądź cieknąć, bądź wręcz tryskać z nosa i/lub zalewać gardło. Prawie<!–more–> każdy zna lekkie krwawienie z nosa – zdarza się zwykle w następst-wie zbyt energicznego dłubania w nosie lub jakiegoś chwilowego podrażnienia śluzówki. Są jednak osoby, młodsze i starsze, które cierpią na powtarzające się krwotoki z nosa, przy czym u niektórych takie krwotoki zdarzają się najczęściej w podróży. Opowiem, co mnie się przytrafiło, bo to rzuca światło na to, jak dochodzi do typowego dla każdego wieku krwotoku z nosa rzekomo „bez żadnej przyczyny”. Z dziesięć lat temu, jako członek amerykańskiej delegacji, zostałem wysłany do Związku Radzieckiego, aby wymienić z tamtejszymi lekarzami poglądy na temat przyczyn nagłych zgonów na serce. Najpierw polecieliśmy ze Stanów do Londynu, a następnie, po krótkiej przerwie, dalej do Moskwy. Był to koniec października. W Rosji było wtedy bardzo zimno. Jeśli uważacie, że domy w USA są przegrzane, powinniście poznać rosyjskie hotele. W moim przynajmniej pokoju było tak duszno i powietrze było tak strasznie suche, że miałem zupełnie wyschniętą śluzówkę nosa. Po trzech dniach spędzonych w Moskwie, polecieliśmy do azjatyckiej części Związku Radzieckiego. Codziennie przebywałem w dusznych pomieszczeniach – bądź na pokładzie samolotu, bądź w przegrzanych pokojach hotelowych.</p>

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie