„Wędrujący zakrzep” – kiedy trucizna może uratować życie

<p>Na początek zła wiadomość. Tysiącom ludzi, krzątającym się co dzień wokół swoich spraw w błogiej nieświadomości wiszącego nad nimi, niczym miecz Damoklesa, niebezpieczeństwa, grozi w każdej chwili nagła katastrofa – zator, czyli zaczopowanie naczynia krwionośnego przez płynącą z prądem krwi skrzep- linę, inaczej – „wędrujący zakrzep”. Taki wędrujący czop zatorowy (może oderwać się cały zakrzep lub jego<!–more–> część) potrafi dotrzeć do mózgu (powodując udar), do płuc (powodując ich poważne uszkodzenie), nerek, nóg, śledziony, oczu – do każdej części ciała, do której dochodzą naczynia krwionośne. A teraz wiadomość dobra. Powstawaniu zakrzepów można zapobiegać. I o tym właśnie mówi ten rozdział. Historie pacjentów, które opowiem, dadzą pewne wyobrażenie o tym, jak dochodzi do zatoru i jak temu przeciwdziałać. Mary była trzydziestosiedmioletnią kobietą, redaktorką prestiżowego czaso-pisma poświęconego modzie. Żyła w satysfakcjonującym ją związku z pewnym wziętym prawnikiem. Stosowała pigułki antykoncepcyjne. Poza paroma żylaka-mi, które ukrywała dość skutecznie za pomocą pudru i pończoch w odpowiednim kolorze, cieszyła się dobrym zdrowiem. Przychodziła do mnie raz do roku, jak tego wymagał jej pracodawca. Za każdym razem ostrzegałem ją, żeby nie paliła papierosów, ale nie chciała z nich zrezygnować. „Doktorze, w mojej pracy, przy kontaktach z modelkami, agentami i wszystkim, co się z tym wiąże, nie mogę pozwolić sobie na przytycie. Było mi strasznie ciężko, kiedy byłam nastolatką. W college‘u ważyłam prawie sześćdziesiąt osiem kilogramów. To właśnie wtedy zaczęłam palić.</p>

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Kategorie